Mediolan to stan umysłu.

Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.
Taki spokojny, taki ciepły.
Kiedy mnie otulił, pomyślałam – tak, to właśnie on.
I co? Nie wrócił ze mną do Polski! Został w Mediolanie mnie pozostawiając w nieutulonym smutku.
Płaszcz! Płaszcz moich marzeń!


Jak wiecie już z moich szkoleń dla stylistek – klienci i ich zakupy to dla mnie świętość i tajemnica, więc o nie dowiecie się co kupiłam w Mediolanie. Możecie natomiast dowiedzieć się czego nie kupiłam.
A nie kupiłam płaszcza MAxMary. Najgenialniejszego i jedynego. Długiego, miękkiego i ciepłego. Idealnego. Poszłam jednak dalej w zakupową trasę, rzucając mu tęskne spojrzenie. A później? Później już nic nie podobało mi się aż tak bardzo. Każdy inny dotyk materiału był jak zdrada. Wróciłam więc z zakupów Mediolanie z włoskim wydaniem Vogue i zapachem do mieszkania marki CULTI.

Nie kupiłam również kapelusza Cavalli i opaski Dolce Gabbana. Oraz botków za 8 000 Euro.

Mediolan to dla mnie jednak nie tylko praca i zakupy. Mediolan to stan umysłu, jak mawiają celebryci. Od samego początku działy się rzeczy niezwykłe. Usiadłam w samolocie obok słynnego piłkarza, który okazał się bardzo miły. Okazało się również, że gra w piłkę nożną, czego wcześniej nie wiedziałam.
W Mediolanie świeciło obłędne słońce, a ja ciągle zbierałam komplementy.

No i oczywiście jadłam piękne kolacje w pysznych miejscach.


W najlepszych sklepach sprzedawcy mówią do mnie po imieniu i uśmiechają się od wejścia.

 

 


Czuję tam, że osiągnęłam to, co sobie zamierzyłam 13 lat temu. Że wybieram wśród najlepszych rzeczy, jestem szanowana za moje wybory i mam wspaniałych klientów, którzy są moimi przyjaciółmi. A do tego, w przerwie pracy, mogę się napić różowego szampana. Jestem za to bardzo wdzięczna.
I Tobie też jestem wdzięczna – za to, że jesteś i czytasz mojego bloga. Dziękuję.

Dodaj komentarz