Płacz przed szafą uwalnia kreatywność.

To zwykle jedna z najromantyczniejszych scen filmowych. Kobieta, rano, na nagą skórę, zakłada koszulę swojego faceta i robi sobie (ok, czasem jemu także) kawę. U mnie nie było tak romantycznie. Najpierw zawodziłam przed szafą, że nie mam co na siebie włożyć (tak, mnie też się czasem zdarza), a później, w skrajnej desperacji, ukradłam białą, męską koszulę z nieswojego wieszaka.

Okazało się, że za długie rękawy koszuli (Wólczanka) świetnie wyglądają do przykrótkiego kimona i potarganych dżinsów z Zary. A w połączeniu z czerwonym płaszczem (H&M) sprawiły, że czułam się trochę jak dumny D’artagnan. Płacz przed szafą uwolnił kreatywność. Zdecydowanie:)

Dodaj komentarz