Zwolnij. Wierność jest modna.

“Osa, już czas wyrzucić te szpilki! Są na prawie każdym zdjęciu!”

napisała ostatnio moja obserwatorka na Instagramie. Wyrzucić? Dopóki wyglądają dobrze, a ja je kocham – nie ma takiej opcji.

Kiedyś wszędzie się spieszyłam. Wydałam jedną książkę i już myślałam o następnej. Prestiżowa nagroda za zaprojektowanie usługi osobistej stylizacji  “Dobry Wzór 2010”? Super! A jaką mogę zdobyć następną? Moja “ściana chwały” szybko zapełniała się dyplomami. Biegłam tak szybko, że po drodze zgubiłam radość z sukcesów. Biegłam tak szybko, że nawet ubrania (które uwielbiam) nie cieszyły mnie aż tak bardzo. Nie mówiąc o braku czasu na normalne życie. Z wielu powodów, w tym zdrowotnych, dwa lata temu przestałam biec. I okazało się, że świat się nie zawali!

Co za tym idzie – zmieniłam podejście do ubrań. Już nie muszę mieć ich dużo, do tych najlepszych przywiązuję się tak bardzo, że drżę przed każdą plamką czy zniszczeniem. Podczas zakupów dłużej im się przyglądam. Zawsze się zastanawiam, do czego dana rzecz będzie mi pasowała. I czy wyglądam w niej jak ja.

Tak oto, w kontekście ubrań i nie tylko, zostałam zwolenniczką koncepcji “mindfullnes luxury”.

Uważnie wydaję pieniądze na wyjątkowe ubrania. Takie, w których będę chciała chodzić dopóki się na mnie nie rozpadną.

Wielki znak “Zwolnij!” powinien stać przed każdą galerią handlową.

Specjaliści od sprzedażowych sztuczek robią wszystko, żebyśmy wydawali więcej i więcej. Żebyśmy się zbyt długo nie zastanawiali, co kupujemy. Muzyka, światło, wszystko przypomina raczej fast food niż świątynię zakupów. Spieszymy się, a więc w naszych zakupowych torbach nie lądują te ubrania, których naprawdę chcemy. W naszych torbach ląduje to, co inni chcą, żeby się tam znalazło.

Nasz strój to jednak nie próżność i fanaberia. Nasz strój to komunikat. Fajnie, gdyby był przemyślany. Fajnie, gdybyśmy nie czuli presji biegania od sklepu do sklepu w każdy weekend. Od lat, podczas jednej sesji zakupowej, potrafię kupić dla klientki lub klienta zestawy na minimum pół roku i każdą okazję. I jestem przekonana, że każdy tak może.

Jednak dzisiaj chcę tylko, żebyście przed kolejnym zakupem zastanowili się nad jednym pytaniem:

“Czy nie opuścisz tego, aż do śmierci?”

Oczywiście, śmierci rzeczy, bo wszystko ma swój termin przydatności. Ale czy żadne chwilowe trendy, zakupowe, szybkie miłości Cię nie skuszą?  Bo w szafie będzie czekał “ten jedyny” bądź ta “jedyna”. Wybrany uważnie, bez pośpiechu. Jak moje szpilki z tych zdjęć. Wiedziałam, że będę im wierna.

Wierność jest teraz w modzie.

Na dzisiejszych zdjęciach (Uwaga! Bez retuszu!) moje ukochane spodnie, które muszę przed sobą chować, żeby nie chodzić w nich cały czas. Zwykła, bazowa, koszulka, która zawsze się przydaje. I wspomniane już szpilki, w których byłam na niejednej ważnej kolacji.

Foto: Jacek Ura

Makijaż: Karolina Ciochoń

 

Dodaj komentarz