Znane blogerki, redaktorki mody czy gwiazdy uwielbiają mówić na temat swoich „travel essentials”, czyli rzeczy absolutnie niezbędnych w podróży. Podczas mojej wizyty w Mediolanie uznałam, że moje włoskie „travel essentilas” to szynka, Vogue i słońce. Bardzo glamour, prawda?

Wylatywałam z polski nad ranem, w strugach lodowatego deszczu, dlatego moją euforię na widok słońca raczej łatwo zrozumieć. Doleciawszy od razu zakupiłam włoskiego Vogue’a (research przedzakupowy), pyszną szynkę (nie samą modą człowiek żyje) i zasiadłam w szlafroku na tarasie hotelu Milano Scala. Gdy uznałam, że jestem juz przygotowana do dwóch dni zakupów z klientką postanowiłam wykorzystać te pół dnia dla siebie i…też pójść na zakupy.

Nie jest wielką tajemnicą, że topografię miast zapamiętuję po umiejscowieniu sklepów, a na zabytki trafiam trochę przypadkowo pędząc od jednej shoppingowej świątyni do drugiej. W Mediolanie (i nie tylko) moim punktem orientacyjnym jest sklep Kenzo. To od niego zwykle wszystko się zaczyna. To marka idealna na zakupy casual – genialne dresy, ciekawe trampki, dobrej jakości t-shirty. Biznesowo nigdy nie zawodzi Max Mara, a najbardziej szalone i glamour zakupy robi się w Dolce Gabbana. Z kolei bardzo cool jest MSGM, w którym znalazłam cudne trampki z wielkimi falbanami. W tym sezonie moim mediolańskim odkryciem została marka francuska Roger Vievier.

Leave a Comment