Blog

Górskie buty, a sprawa stylu

by Monika Jurczyk - Osa / 12/07/2017

Mężczyzna nad brzegiem Dunajca spojrzał na mnie z pogardą. Z pogardą! Jego wzrok (powstrzymywał się, żeby się nie wzdrygnąć, przysięgam) wolno przesunął się z mojej chustki we włosach na pomalowane na czerwono usta, a zatrzymał na za długich, białych skarpetkach. Postanowiłam odpłacić się tym samym. Zaczęłam od jego sportowych okularów rodem z lat 90tych, poprzez za duży, czarny t-shirt znanej marki outdoorowej, a skończyłam na za wysoko podciągniętych, spranych dresach. Kto wygrał ten pojedynek na spojrzenia? Obawiam się, że on. Zresztą był tylko jednym z wielu spotkanych na górskim szlaku turystów, którzy patrzyli na mnie jak na wariatkę.

d1 d2

Kiedy rok temu zaczęłam przekonywać się do chodzenia po górach, najtrudniej było się przyzwyczaić do górskich butów. “A nie ma ładnych?” zapytałam w specjalistycznym sklepie, ale niestety – nie było. Nie jestem “fashion victim” biegającą po górach w szpilkach, przełamałam się więc i bardzo cenię moje ubłocone Elbrusy za to, że mocno trzymają kostkę i nie przemakają.

Te buty jednak to moje wielkie, stylizacyjne wyzwanie. Za każdym razem, gdy wychodzę na wycieczkę staram się wymyślić taki strój, żeby wyglądały w miarę znośnie. I oczywiście mam w plecaku odpowiednią kurtkę itp, ale staram się wyglądać dobrze. Ale “prawdziwi turyści” rzucają spojrzenia. Nie wyglądam zgodnie z kodem ich grupy. Nie jestem “ich”. Tak jakby moja czerwona szminka była dla gór obrazą. Jakby przeszkadzała mi cieszyć się ich pięknem i siłą.

d3 d4 d5

Pomimo tych spojrzeń i lekkich sporów co do górskiego dress code’u, spędziłam uroczy weekend w niecodziennym miejscu. Wybierając miejsce na booking.com nie spodziewałam się, że trafimy do prywatnego domku, gdzie właściciele zajmą się nami jak swoimi przyjaciółmi. Nazbierali poziomek, poczęstowali domową nalewką i zostawili przepyszne rzeczy na kolację. Chleb z prawdziwym bundzem i pomidorami smakował doskonale na tarasie z widokiem na góry. Oprócz “swojskich” atrakcji były także luksusowe – sauna i basen. A sam domek w leśnej głuszy, dwa kilometry od najbliższej asfaltowej drogi przeuroczy. Na łące obok zrobiłam zdjęcia w koronkowej sukience. Bo co tam spojrzenia!

d7 d6 d8