Blog

Malediwy. Rajskie wakacje i ślub za granicą

Wyjazd na Malediwy to było moje marzenie od zawsze. Skusiły mnie zdjęcia pięknego piasku, turkusowego oceanu i domków na wodzie. Ale jak już zarezerwowaliśmy nasze wymarzone miejsce dopadły mnie wątpliwości. Co jeśli te zdjęcia to jedna wielka ściema? Co jeśli te wszystkie artykuły o “załamaniu pogody na Malediwach w maju” miały rację? Co jeśli wydamy tyle forsy, a będzie beznadziejnie?

Pewnie w normalnych okolicznościach nie przejmowałabym się za bardzo. Takie jest ryzyko podróży. Ale ponieważ Michał oświadczył mi się tuż przed wyjazdem to spontaniczne zdecydowaliśmy się na szybki ślub za granicą na plaży. Szalone? Być może, ale bardzo w naszym stylu!

Nie lubisz czytać? Obejrzyj wideo:

Zacznijmy jednak od początku…

Zaręczyny w trzech krokach. 

Nigdy nie sądziłam, że będę chciała kolejnych zaręczyn (jestem po rozwodzie), ale jak zobaczyłam 550 róż, które Michał zwiózł do mieszkania to zmieniłam zdanie. Moment był wzruszający i zachwycający, a róże pachniały obłędnie. Mój pierścionek (elfjoy) był idealny, mały, delikatny, z pięknie mieniącym się diamentem. Kolejne miejsca zaręczyn były mniej romantyczne – hołda na Śląsku, bo Michał jest Ślązakiem i to jego ulubione miejsce. I MacDonalds, bo pierwsze lata naszego związku spędziliśmy w zasadzie w samochodzie, a zamiast romantycznych kolacji jedliśmy “przy drodze”.

Wyjazd na Malediwy.

Decyzja

Prawda jest taka, że mieliśmy lecieć na Teneryfę. Podróżowanie w czasie pandemii nie jest najprostsze i większość krajów pozostawała zamknięta. Michał zapytał “Jeśli nie Teneryfa to co?”, bo jakoś bardzo nie chciał tam lecieć. Chciałam dać coś totalnie zaporowego, żeby jednak się zgodził i odpowiedziałam “Malediwy też są otwarte”. I zgadnijcie co? No właśnie. Stanęło na Malediwach. Zamiast lotu 5h okazało się, że czeka nas podróż dużo dłuższa. A skoro już tam lecimy to może ślub marzeń? Dlaczego nie? Kwiecień okazał się dla nas czasem spontanicznych decyzji.

Organizacja

Doszłam do wniosku, że skoro wyjazdy w czasie pandemii to dość skomplikowana sprawa to zwrócę się o pomoc do popularnego na instagramie biura podróży. Okresliłam nasz budżet na wyjazd i wysłałam e-maila. Zaproponowano mi jeden z najbrzydszych hoteli jakie w życiu widziałam. Gdy poinformowałam o tym biuro usłyszałam, że na Malediwach liczy się tylko kasa i albo biorę co dają albo muszę dużżżoooo więcej zapłacić. Trochę mnie to załamało.

Na szczęście jedna z moich kursantek www.masztowszafie.pl jak usłyszała na live w naszej grupie, że marzę o Malediwach poleciła mi biuro Polka na Malediwach. Co to była za zmiana! Wysłałam maila i następnego dnia miałam już wszystko rozpisane. Świetna i szybka obsługa na najwyższym poziomie! Jeśli myślicie o wyjeździe tam – nie wahajcie się do nich pisać.

Jaki trzeba mieć na to budżet? Szczerze mówiąc – wszystko zależy. My pojechaliśmy w tańszym momencie, więc poznanie naszych kosztów pewnie niewiele Wam pomoże. Lecieliśmy liniami Emirates, z przesiadką w Dubaju, a później hydroplanem na naszą wyspę (wiem, że trzeba za to dopłacić, ale naprawdę warto dla tych widoków z okna!). Same linie Emirates należą do naszych ulubionych, ponieważ klasa ekonomiczna ma bardzo wysoki standard (napoje i posiłki w cenie, poduszka, koc, słuchawki do oglądania filmów). Komfort podróży zdecydowanie poprawiły moje słuchawki wyciszające Sony, wszystkim nadwrażliwcom polecam!

O pakowaniu na rajską wyspę będzie osobny wpis!

Pogoda na Malediwach.

Nasz pobyt zaczynaliśmy 29.04, więc teoretycznie na Malediwach była już pora deszczowa. Praktycznie, podczas naszego 8dniowego pobytu padało dwa razy. Raz przez godzinę i raz przez 2 godziny. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że pora deszczowa tam to nigdy nie jest cały dzień deszczu, a zaraz po ulewie szybko wychodzi słońce.

Nasz hotel

W hotelu Kudafushi wybraliśmy domek na plaży i z basenem. Basen był konieczny, ponieważ Maja, moja córka woli pływać w basenie (i faktycznie spędzała w nim całe dnie) niż w oceanie. Ja natomiast kocham piasek i plażę. Na instagramowych zdjęciach z Malediwów królują domki na wodzie, ale my jednak wybraliśmy ląd. Domek ma klimatyzację i łazienkę pod gołym niebem. Boską! Straszono nas także komarami na Malediwach. Okazało się, że jest ich mniej niż w ogrodzie u Michała na wsi.

Sam hotel ma pyszne jedzenie, bardzo miłą obsługę i fajny, prosty wystrój. Nie kapie luksusem i w zasadzie można w nim cały pobyt spędzić na boso (czy to nie jest największe szczęście? dla mnie tak!). Całą wyspę można obejść w jakieś 15 minut. Nie wybieraj go jeśli spodziewasz się szalonych imprez czy życia glamour. Dla nas był idealny. Nie skorzystaliśmy nawet z opcji darmowego katamaranu czy SUPa, bo woleliśmy po prostu pływać w oceanie. Najpotrzebniejszym naszym sprzętem okazały się maski z Decathlon. Wystarczyło wejść w nich do oceanu, zrobić parę kroków i już można było pływać z kolorowymi rybkami! Raz nawet spotkałam wielkiego żółwia! Myślę, że to było dla mnie najważniejsze wydarzenie całego wyjazdu. No może na równi z ceremonią ślubną:)

Ceremonia ślubna

Ślub za granicą

W wielu hotelach na Malediwach można poprosić o zorganizowanie ślubu na plaży. Nam bardzo pomogła Dorota z Polka na Malediwach, bo okazało się, że ja wybrałam ceremonię bez prowadzącego:) Chyba byłoby trudno samemu sobie udzielić ślubu. Na szczęście Dorota dopytała o szczegóły i doradziła w najważniejszych sprawach. W każdym razie i tak wybraliśmy pakiet skromny: ślub na plaży, tort i szampana, a później kolację dla nas i jednego gościa weselnego, czyli Mai, pod gwiazdami. Dorota namówiła nas także na tradycyjne bębny malediwskie i była to fajna oprawa muzyczna ceremonii. Sam ślub trwał jakieś 15 minut tuż przed zachodem słońca. Było przepięknie! Nie spodziewałam się, że wezmę ślub za granicą i to na Malediwach! 

Stylizacje ślubne

Ponieważ czasu na organizację sukni ślubnej nie było, panna młoda wystąpiła w dwóch kreacjach z własnej szafy. Długa suknia ślubna była marki Madnezz (mam do nich kod rabatowy OSA15 do końca maja na całą kolekcję) do tego wianek ClipsMe i bransoletka na nogę z hotelowego sklepiku z pamiątkami.

Druga stylizacja ślubna to sukienka Alice and Olivia z net-a-porter.com i opaska Stone Story. Pan młody wystąpił w szortach i lnianej koszuli z Zary oraz okularach Persol

Obrączki dla nas przygotowała Pola Zag, dla mnie piękną, delikatną, złotą. Dla Michała z mosiądzu, na chwilę, bo powiedział, że i tak nie będzie nosił 😉

O ile dla nas ta ceremonia to był prawdziwy ślub to niestety musimy iść jeszcze podpisać papiery do urzędu stanu cywilnego w Polsce.

Myślicie, że możemy ubrać się tak samo? Czy takie stylizacje to tylko na ślub za granicą i to na rajskiej wyspie? 😉


Zobacz także:

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu